Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Hotelowe szuflady

Typowa szuflada w hotelu zawiera standardowe i typowe elementy, takie jak książka telefoniczna lub papeteria. Czasem jednak w szufladzie w hotelu można znaleźć ciekawe i intrygujące przedmioty. Oto dwa przykłady.

Na początek bardzo ładna szuflada - minibar z hotelu ANA Intercontinental w Tokyo.


A oto szuflada z Koranem i kompasem wskazującym kierunek do Mekki z hotelu Conrad w Stambule.


A tutaj nauki Buddy, plus strzałeczka w kierunku Mekki. Ciekawostka - to szuflada z hotelu z Niemiec.


A to szuflada z Księgą Mormonów - znak rozpoznawczy hotelu należącego do znanej grupy hotelowej z Salt Lake City.

niedziela, 11 listopada 2012

Francja nieelegancja, albo powrót do przeszłości

Trzy tygodnie temu sprawy zawodowe znów przegoniły mnie przez kilka krajów. Zaczęło się spokojnie w Szwajcarii. O Szwajcarii już kilka razy w tym blogu pisałem, i raczej nic mądrego i nowego nie wymyślę. Może jedna ciekawostka: w niektórych kantonach zabronione jest spuszczanie wody w toalecie wieczorem po godzinie 22. Regulacja ta zapewne ma na celu ćwiczenie silnej woli obywateli w powstrzymywaniu się od zaspokajania potrzeb fizjologicznych.
Lecimy do Paryża...
W środę poleciałem do Paryża. Wizyta w Paryżu (pierwsza od jakichś 5 lat) była dla mnie swego rodzaju szokiem kulturowym. Zaskoczyło mnie jak słabe są niektóre rzeczy. Zacznijmy od infrastruktury. W porównaniu ze Szwajcarią jest brudno i nieprzyjemnie. Taksówki w Paryżu są chyba najgorszymi jakie znam w Europie. Taksówkarze są aroganccy i nieuprzejmi. W godzinach szczytu praktycznie nie sposób złapać wolnej taksówki - na postojach ustawiają się kolejki. Taksówkarze najpierw pytają dokąd chcesz jechać - jeżeli im nie pasuje, to nie biorą. Dokładnie jak w Polsce za czasów komuny. Kolejnego dnia postanowiłem pojechać autobusem - i to nie był dobry pomysł. Znów jak za komuny - ścisk, ludzie nie mieszczą się do autobusu, kierowca zamyka drzwi i rusza nie patrząc na ludzi...

We Francji, mimo wprowadzenia waluty Euro, ciągle żyją Franki. Na rachunku można przeczytać informację, że np. zapłaciłeś 23 EUR i 10 centów, ale tak naprawdę to 151,53 FRF.

W hotelu (Concorde La Fayette - podobno 4*) opłaty pobierane są z góry - prawdopodobnie aby gość nie zdecydował się za wcześnie wyjechać. I coś w tym było, bo na windę w godzinach szczytu trzeba było czekać jakieś 10 minut, a w łazience niezbyt dobrze pachniało. Na cały hotel są dwa żelazka, przytwierdzone łańcuchami w "pressing room". Klimat jak z "Misia". Jedyny pozytywny element w tym hotelu to bar na 34 piętrze, z ciekawym widokiem na centrum Paryża. W kolejnym tygodniu przeniosłem się do hotelu po drugiej stronie ulicy - Le Meridien Etoile - który okazał się znacznie lepszy. A w jeszcze kolejnym do hotelu Renaissance w dzielnicy La Defense, który był już całkowicie bez zastrzeżeń.
La Grande Arche w centrum dzielnicy La Defense
Na koniec kilka słów o La Défense - dzielnicy biurowców, hoteli i dziwnych rzeźb, położonej na wschód od centrum Paryża. Centralnym punktem jest Wielki Łuk (La Grande Arche), na którego schodach można usiąść i podziwiać widoki na centrum Paryża. Jeszcze ciekawsze widoki czekają na tych którzy zdecydują się wjechać na szczyt Wielkiego Łuku i zwiedzić tarasy widokowe. W dzielnicy La Defense cały ruch kołowy schowany jest pod ziemią - to kolejny element decydujący o specyfice tego miejsca.
La Defense wieczorem
Lotnisko Roissy Charles de Gaulle jakieś 40 lat temu musiało rzucać na kolana. Teraz trąci myszką, ale ma w sobie coś unikalnego. Po powrocie do Warszawy wsiadam do taksówki, i myślę sobie jak wiele się w Polsce zmieniło w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. I że aby to sobie łatwiej uświadomić trzeba pojechać do Francji.

piątek, 28 września 2012

Bulwar Filadelfijski

Z czym kojarzy Wam się Toruń? Z dziełami Ojca Rydzyka? A Filadelfia? Z filmem albo piosenką Bossa? Te stereotypowe odpowiedzi są błędne - otóż Toruń powinien kojarzyć się z Filadelfią, a Filadelfia z Toruniem. A to za sprawą Bulwaru Filadelfijskiego, który znaleźć możemy właśnie w Toruniu. Nazwa bulwaru pojawiła się już w latach 70-tych ubiegłego wieku (a więc za czasów komuny, która pewnie wolałaby nazwę o mniej kapitalistycznym rodowodzie), i nie jest przypadkowa; oba miasta współpracują ze sobą. Dla wyrównania relacji pomiędzy światem kapitalistycznym i komunistycznym w centrum Starego Miasta działa Apteka Radziecka.
Apteka Radziecka w Toruniu.
Nazwa prawdopodobnie pochodzi od rajców miejskich, a nie od Związku Radzieckiego.
Bulwar Filadelfijski słynie z tego, że umarł na nim łabędź chory na ptasią grypę; z tego też powodu postawiono mu pomnik. Dziwnych pomników w Toruniu jest zresztą więcej; możemy znaleźć pomnik osiołka, praczki, kaczki, i jeszcze kilka innych. Przy Bulwarze Filadelfijskim znajduje się również Hotel Bulwar - całkiem dobry hotel, działający w byłych koszarach armii pruskiej.
Z okien Hotelu Bulwar widać dokładnie że Krzywa Wieża jest rzeczywiście krzywa
Bespośrednio z Hotelu Bulwar można wspiąć się po schodach, przejść przez bramę w murach obronnych, i udać się na Stare Miasto. Stare Miasto w Toruniu jest ładne, zadbane, ma dwa rynki i dwa zamki. Na Starym Mieście znajdziemy też dom, w którym urodził się Mikołaj Kopernik.
Pomnik Mikołaja Kopernika na Rynku Staromiejskim
Z Rynku Staromiejskiego po kilku minutach spaceru możemy dojść na Rynek Nowomiejski.
Rynek Nowomiejski

sobota, 11 sierpnia 2012

Walking in Woking

Woking to małe miasteczko niedaleko Londynu - jakieś 20 mil na południowy zachód od lotniska w Heathrow. Życie toczy się tam raczej sennie, a w większość dni po godzinie 18 otwarte są tylko puby. Ale za to jakie...
Centralny plac w Woking, który nazywa się po prostu Town Square
Nie jestem fanem angielskich piw - większość z nich ma 4%, co w Polsce stanowi raczej kategorię dla dam. Dlatego też z moim wielkim uznaniem spotkała się oferta miejscowych sklepów - pt. Tyskie i Żywiec. To drugie z podtytułem "Archducal Brewery in Żywiec".
Najlepsza oferta na rynku piwa w UK :-)
W Woking jest polski sklep spożywczy, a w większości supermarketów są półki z polską żywnością - można kupić produkty typu soczek marchewkowy Kubuś albo Delicje. Na ulicach często słychać język polski.

piątek, 20 lipca 2012

MOCKBA

W tym miesiącu po raz pierwszy w życiu miałem okazję odwiedzić Moskwę.

Stoję na dole pałacu z zadartą do góry głową
Mieszkałem w hotelu który mocno przypominał warszawski Pałac Kultury. Ten wieżowiec to jedna z tzw. siedmiu sióstr - podobnych wieżowców zbudowanych w latach 50-tych ubiegłego stulecia, w stylu barokowo-socrealistycznym. Teraz mieści się w nim hotel Hilton Leningradskaya.
Świecznik i pieseczek w hotelu Hilton Leningradskaya
Wizyta była bardzo krótka, a więc tylko kilka najważniejszych spostrzerzeń. Bardzo szerokie ulice, dochodzące w porywach do 8 pasów w jednym kierunku. Pasy na jezdni czasem są namalowane, czasem nie - co dostarcza dodatkowych emocji. Centrum Moskwy oplata kilka obwodnic zwanych kolcami - i to właśnie one są tymi najszerszymi arteriami. Poza tym - prawie wszędzie straszne korki. Warszawa to pikuś.
Jedna z obwodnic centrum Moskwy. Ta akurat nie jest najszersza - po 5 pasów w jednym kierunku.
Z prawej stony uwagę zwraca pomarańczowa ciężarówka marki KAMA3.
W centrum Moskwy zwraca uwagę bardzo szeroka oferta kulinarna - mnóstwo najróżniejszych przybytków oferujących kuchnie z całego świata, włączając w to kuchnie wszelkich narodów byłego ZSRR, a skończywszy na lokalnej sieci fastfoodów o nazwie "Kroszka Kartoszka". Wszędzie drogo dosyć niestety. Z piw piłem Baltikę 7 - jest ok. Chciałbym jeszcze spróbować piwa Żiguli - bo ma fajną nazwę.
Nie widziałem metra, Arbatu, Placu Czerwonego, Kremla, Car Puszki i Mauzoleum Lenina - tak więc jest jeszcze przynajmniej kilka dobrych powodów aby ponownie odwiedzić Moskwę.

poniedziałek, 7 maja 2012

Aktualności z Trójmiasta

Ledwo uporałem się z opisaniem zaległości na temat Sopotu kilka postów temu, gdy długi weekend i ładna pogoda sprowokowały kolejną wizytę w Trójmieście. Kiedyś pisałem o oldskulowej orbisowskiej Gdyni - dokładnie w tym poście. Teraz zdjęcie z bliźniaczego hotelu z Gdańska - Novotel Marina. Tu trzeba przyznać że Marina jest dosyć solidnie podciągnięta pod trzygwiazdkowy standard Novotela, ale sala na zdjęciu poniżej coś z dawnych czasów ma...

Ciągle wyczuwalny duch orbisowski w gdańskiej Marinie
Dzięki wielokrotnym wizytom w tym samym miejscu znane rzeczy czasem odkrywamy na nowo. Dla mnie ciekawostką numer jeden z tego wyjazdu były arkady otaczające plac przy wejściu na molo. Arkady zostały wzniesione przed wojną - na zdjęciu można zobaczyć że wyglądały dokładnie tak samo jak dziś. Za arkadami kryją się liczne stoiska oferujące pamiątki znad morza. Poza typowymi magnesami na lodówkę, muszlami, i długopisami z pływającym stateczkiem, oferują także obrazy. Dominującym motywem jest Jan Paweł II, oraz różnego rodzaju kompozycje pseudomarynistyczne. Najpardziej spodobał mi się obraz przedstawiający latarnię morską stojącą na skałach na szczycie wodospadu, na której tle zbliża się fregata pod pełnymi żaglami. Piękno i dramaturgia zamknięte w jednym małym obrazku - polecam.

Za białymi słupami kryją się niezliczone stoiska oferujące pamiątki znad morza

A poza tym? Zatoka Sztuki pełna gości, Balticana działa i ma się dobrze, no i restauracja Thai Thai jak zwykle rzuca na kolana daniami z woka...

wtorek, 21 lutego 2012

Poznań ponownie

Tym razem post recenzyjno-hotelowy. Opiszę krótko Hotel Andersia, znajdujący się tuż obok Starego Browaru w Poznaniu. Posiada on kilka cennych zalet. Po pierwsze, bardzo wygodny parking (w którym nie trzeba zdejmować anteny CB Radia z dachu). Po drugie, jest łazienka z której można oglądać telewizję w pokoju, zaś w w drugą stronę można oglądać współlokatorkę w łazience.

Łazienka umożliwia oglądanie telewizji w pokoju i zapewnia pełną otwartość
Po trzecie, można położyć się na oknie i pooglądać co jest za oknem. I poczuć się trochę jak kot siedzący na oknie.


Po czwarte, przy śniadaniu można popatrzeć na Stary Browar. Na zdjęciu poniżej widok na inny hotel - Blow Up Hall 50 50 - mam nadzieję, że uda mi się kiedyś go odwiedzić i opisać.

Sala restauracyjna z widokiem na Stary Browar

niedziela, 19 lutego 2012

Zaległości z Sopotu część 1

Jak już pisałem wcześniej, okres pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem spędziłem w Sopocie. Jako że mamy już zaawansowany luty, to czas najwyższy rozliczyć się z zaległości.

Mieszkałem w hotelu Bayjonn, który oferuje miłe pokoje w świetnej lokalizacji. Dla lubiących ciszę polecam pokoje od tyłu - od strony Placu Haffnera wieczorami, a zwłaszcza w weekendy jest głośno.

Hotel Bayjonn i Restauracja Thai Thai
Zdecydowanie polecam też restaurację Thai Thai, która mieści się na parterze hotelu. W tej właśnie restauracji jakieś 2 lata temu było mi dane poznać smak kuchni tajskiej. Od tamtej pory wracam regularnie, i zawsze jem to samo danie. W wersji na jedną gwiazdkę, ponieważ dania w wersjach dwugwiazdkowych to hardcore dla wyjątkowych koneserów lub posiadaczy tajlandzkich paszportów.

Zawsze to samo danie, na 1 *
W trakcie oczekiwania na posiłek możemy oglądać pracę tajskich mistrzów woka, a także ciekawe programy przyrodnicze transmitowane w telewizorze na ścianie. Na przykład o tym jak krokodyl zjada jakieś rogate zwierzątko próbujące wyjść z rzeki - co niewątpliwie zaostrza apetyt i pobudza do zintensyfikowanej konsumpcji.

poniedziałek, 31 października 2011

Ossa

Jakieś dwa lata temu odwiedziłem hotel Ossa. Już wtedy wydawał mi się duży.

W zeszłym miesiącu odwiedziłem go ponownie. I tym razem jego skala / rozmiar / wielkość * (* niepotrzebne skreślić) powaliła mnie na kolana.

Hotel Ossa - widok z tarasu przy recepcji.
Na ekrany kin wchodzi właśnie film "Impreza integracyjna". I tu skojarzenie z hotelem Ossa. Wyobraźcie sobie ile po każdej takiej imprezie muszą mieć zagubionych zwłok, które nie trafiły do własnego pokoju... Chociaż z drugiej strony, nawet na trzeźwo jest tam trudno odnaleźć się do końca. Sam musiałem pytać obsługi jak dojść do sali jakiejśtam.

Swoją drogą - trzeba było mieć niezłe wyczucie biznesowe aby "in the middle of nowhere" zbudować hotel, i z sukcesem go prowadzić. Tak czy inaczej, szacun za nos do interesów.

wtorek, 19 lipca 2011

Oldskulowa Gdynia

No właśnie - konkretnie Hotel Gdynia.

Wygląda jakby żywcem przeniesiony z połowy lat 90-tych ubiegłego wieku. Dodatkowym smaczkiem są dźwigi osobowe bez obsługi pochodzące z 1979 roku.


Wersja zmodernizowana wyposażona jest w mechanizm o nazwie EMERGENZAMATIC.


I od razu czuję się bezpieczniej.

czwartek, 10 marca 2011

Hilton Gdańsk, czyli living in a car

Hilton to jeden z najnowszych hoteli w Gdańsku. Nowoczesny budynek jest niezwykle udanie wkomponowany w zabudowę gdańskiej starówki i sąsiadujące relikty zamku krzyżackiego (baszta). Ma też doskonałe położenie - łatwy dojazd samochodem, blisko największych atrakcji w mieście, a z dworca kolejowego można dojść piechotą w ca. 10 minut.


Pokoje urządzone są z klasą, i posiadają dokładnie takie wyposażenie jakie powinny posiadać. Generalnie - myślę że jest to jeden z lepszych hoteli w Polsce.

A wady - no cóż, jest ich kilka. Bardzo drogi parking. No i napisy w języku angielskim. Wiele błędów, które bądź co bądź nie powinny się zdarzyć w hotelu należącym do sieci pochodzącej z kraju angielskojęzycznego. Oto oryginalny przykład z parkingu hotelowego:

Hilton w Gdańsku jest skrajnym przypadkiem nieporadności językowej, ale generalnie błędy dosyć często się zdarzają, czy to w hotelach, czy w menu w restauracjach. Czy nie miało by sensu zorganizowanie jakiejś komisji językowej, która weryfikowałaby radosną twórczość tłumaczy-amatorów? W przeciwnym wypadku czeka nas kompromitacja w oczach licznych turystów którzy zjadą w przyszłym roku na Euro.

Tak więc podsumowując - za hotel szóstka, za pisownię dwója.

sobota, 5 marca 2011

Władysławowo zimą, Reda nocą

Władysławowo zimą wymiera. I to zupełnie.

Jedynym miejscem w którym toczy się życie jest hotel Velaves. I co ciekawe, ludzie którzy tam już dotrą zwykle nie wychodzą na zewnątrz. Spędzają czas na basenie i w siłowni. Co oczywiście dodatkowo utrwala klimat wymarcia w okolicy.

W hotelowej restauracji jest trochę jak na stołówce na wczasach (choć oczywiście poziom jedzenia znacznie lepszy). Żenuje widok matek, które na śniadaniu produkują sterty kanapek i pracowicie zawijają je w serwetki. Następnie wynoszą je z restauracji i karmią nimi swoje rodziny aż do obiadokolacji.


Najbardziej spodobał mi się bar hotelowy położony na najwyższym piętrze. Można usiąść przy oknie i obserwować morze. Do tego ciekawy wystrój i duże telewizory na których można oglądać co się chce.

A dlaczego Reda nocą? A tylko dlatego żeby tytuł wyglądał bardziej intrygująco.